Gimnazjum dla powodzian PDF Drukuj Email
Wpisany przez Redakcja MKD   
Środa, 02 Czerwiec 2010 11:59

Rozmowa z p. Elżbietą Gradowską, szefową sztabu kryzysowego

Sztab kryzysowy pomocy powodzianom powstał błyskawicznie.
Jak do tego doszło?

E.Gradowska: Pomysł przychodzi z serca. Krzywda ludzka wywołuje
takie emocje, które powodują obudzenie się chęci pomocy potrzebującym
ludziom. Podobna powódź miała miejsce w 1997 roku. Nikt się długo nie
zastanawiał. Najważniejsza była i nadal jest szybka pomoc.
Pomysł powołania sztabu został wykreowany przeze mnie.


Jego organizacją zajęłam się razem z klasą drugą „b” gimnazjum.
Jestem wychowawczynią tej klasy. Uczniowie z aprobatą przyjęli pomysł
i razem zaczęliśmy działać.

 

/Organizacją pomocy zajmowali się
uczniowie kl. 2b pod opieką wychowawczyni p. E. Gradowskiej/

Z jakim spotkało się to oddźwiękiem?
Czy musieliście wkładać dużo pracy w zwrócenie uwagi
na prowadzoną akcję? Czy można wskazać
jakieś konkretne grupy,
które wyróżniały się w niesieniu pomocy?

E.Gradowska: W akcję szybko włączyli się mieszkańcy
Komorowa: rodzice najmłodszych, jak i młodzieży
oraz sama młodzież. Wraz z klasą drugą „b”
rozwiesiliśmy kilka plakatów i to wystarczyło,
aby serca ludzi zostały poruszone.
Podziękowania należą się Księdzu Proboszczowi,
który naszą akcję ogłosił podczas Mszy Świętej.
Kto najwięcej pomagał? Uważam, że najmłodsi.
Szczególnie dzieci z podstawówki, które są wrażliwe
na ludzką krzywdę. Brali od nas karteczki z informacjami,
zanosili je do domu i prosili rodziców o pomoc. Tak!
To najmłodsi najbardziej nam pomogli. Duży wkład w akcję mieli
również wolontariusze, którzy chodzili po różnych sklepach
i prosili o pomoc dla powodzian, z dobrym zresztą skutkiem.

 

Do kogo dotarła wasza pomoc? Do jakich miejscowości?

E.Gradowska: Załadowany TIR o wadze 18 ton, został wysłany
do miejscowości o nazwie Wilków z p. Edwardem Kozłowskim za kierownicą.
Niestety, TIR nie dotarł na miejsce. Droga dojazdowa była zamknięta,
gdyż zalało całą gminę. Nasz kierowca, pod eskortą policji,
został skierowany do miejscowości pod Sandomierzem, gdzie ludzie
nie otrzymali jeszcze żadnych darów. Czekali na pomoc,
jak na zbawienie. Zapach unoszący się nad rozlewiskiem nie pozwalał
normalnie oddychać. TIR był również wysłany do Karczmiska,
lecz transport również nie dojechał. Został przekierowany w inne
miejsce również przez policję, która pilnuje domostw i sprawdza,
kto wjeżdża do miast i wyjeżdża.

Co przynosili ludzie najczęściej? Suchą żywność, ubrania, a może słowa otuchy?

E.Gradowska: Co najczęściej przynosili?
Myślę, że wszystkiego było bardzo dużo.
Każdy skupiał się na tym, aby przekazać ofiarom powodzi to,
co najistotniejsze: pościel, koce produkty spożywcze,
takie jak herbata, pakowane jedzenie, makarony;
było wiele chemii, kosmetyków, a przede wszystkim
wody oraz ubrania, również dla małych dzieci.

 

Czy można to przedstawić w jakiś liczbach?

E.Gradowska: Och! Z samego Komorowa było tego jakieś cztery tony.
TIR jednak zawierał również kartony z Nowej Wsi i Michałowic,
czego razem było o wiele więcej. Było tego bardzo wiele, jak widać
zresztą na zdjęciach. Warto wspomnieć, że podczas załadowywania,
wszyscy chcieli pomóc. Nawet dzieci z boiska schodziły,
aby tylko przenieść i ułożyć kartony we wnętrzu przyczepy.
Było wiele rąk do pracy.

Czy w niesieniu pomocy współpracowaliście
z jakąś instytucją charytatywną?

E.Gradowska: Tak, współpracowaliśmy Caritasem.
Dziękuję wszystkim, którzy z takim sercem odpowiedzieli na nasz apel.
Dziękuję!


Za rozmowę dziękują

Sandra Godlewska, Karolina Gzik

ucz. kl. 2a gimnazjum
Wywiad z szefową sztabu p. E. Gradowską ukazał się w najnowszym Magazynie Parafialnym. 

Zmieniony: Wtorek, 22 Czerwiec 2010 16:08